sobota, 13 czerwca 2009

życie się toczy ...




No i nie byłem tu już pół roku. Jak ten czas leci to nawet nie jesteśmy w stanie sobie to wyobrazić.... Tak dużo emocji i sytuacji się nakłębiło w moim życiu, iż nawet nie byłbym w stanie tego wszystkiego opisać...
Zmieniłem od stycznia adres zamieszkania i wyprowadziłem się z domu do Krakowa. Niby prosta decyzja dla każdego która mi przyswoiła wiele trudności a w zasadzie dała dużą siłę. Stałem się innym człowiekiem. Tak naprawdę dużo silniejszym ale chyba jeszcze bardziej zagubionym. Świat i marzenia jakimi żyłem do tej pory zetknęły się z brutalną rzeczywistością. Kiedyś wierzyłem w miłość, szczęście teraz już coraz mniej... życie chyba jeszcze bardziej mnie przeraża. Relacje z rodziną i matką od mojej wyprowadzki są coraz niestety gorsze. Coraz częściej słyszę uwagi na temat swojego życia, wszyscy mówią o żonie, dzieciach ... a przecież ja nie mogę w ten sposób żyć... Doszło do tego że coraz rzadziej ze sobą rozmawiamy, a każda i tak zmierza do jednego ... przykre ... stałem się więźniem we własnym domu. Przez cały tydzień pracy myślę o weekendzie - jak już jest chcę do pracy ... ot cała paranoja.
Michał - w ostatnim poście go pożegnałem i skupiłem uwagę na nim ale życie chciało inaczej... Fizycznie chciałem to zrobić i nawet zrobiłem - żegnając go na bulwarach w minus dwudziestostopniowym mrozie - ale on na to wtedy nie pozwolił - twierdząc, że chce mieć ze mną kontakt. I w sumie to jedyna faja sprawa ostatnich miesięcy. Znajomość ta przerodziła się w owocną przyjaźń. Zawsze chciałem mieć kogoś takiego i nawet myślałem że takowym jest Bartek - niestety nie był i co dziwniejsze teraz dopiero czuję że chyba też nigdy nie chciał nim być. Spotykam się z nim nadal raz na czas - a czy to wszystko przetrzyma czas pokaże. Teraz mam do kogo się zwrócić z każdą sprawą, problemem, mam w nim oparcie za co mu dziękuję. Z drugiej strony już tak wiele razy przejechałem się na ludziach, iż trudno mi też cokolwiek deklarować. Dochodzę nawet do wniosku że ludzie mnie znają tylko wtedy, gdy czegoś ode mnie chcą.
Praca, praca, praca ... ostatnio bardzo ja polubiłem i sprawia mi wiele satysfakcji zwłaszcza że jestem w tym cholernie dobry :P Jak sobie uporządkuje wszystko - to wychodzi na to, iż tylko ta sfera zawsze mi wychodziła. Najlepiej zdana matura w klasie, stypendium naukowe i nagroda za średnią na studiach, obrona na 6.0, sukcesy w poprzedniej pracy i nawet tu jest ok .... druga sfera życia beznadzieja. Dlaczego Bóg nie podzielił tego po równo ...

Brak komentarzy: