piątek, 2 kwietnia 2010
wtorek, 16 marca 2010
Nie umiem życ
Kochana mamo.
Nie umiem już z Tobą rozmawiać ... Każda nasza rozmowa i głębsza dyskusja kończy się jednym (tak jak przed chwilą). Mam już dość takiej sytuacji a wiem, że to dopiero początek ... Wiem mam 26 lat i nie mam ani dziewczyny ani planu na życie ... tylko czy to świadczy o tym że jestem gorszym człowiekiem ? a może kocham Cię mniej czy też nie zasługuje na bycie Twoim synem? Uważam wręcz, że gdybym był heterykiem nie mielibyśmy w przeszłych latach tak wspaniałego kontaktu ... Jestem tchórzem bo nie umiem Ci tego powiedzieć w cztery oczy aczkolwiek nie wiem czy kiedyś się odważę.... Każda nasza głębsza rozmowa tak jak dziś kończy się tym samym ... Nie wiem czy ja dam rade dłużej tak żyć ... Przez to wszystko mam już naprawdę dosyć swojego życia!
Nie umiem już z Tobą rozmawiać ... Każda nasza rozmowa i głębsza dyskusja kończy się jednym (tak jak przed chwilą). Mam już dość takiej sytuacji a wiem, że to dopiero początek ... Wiem mam 26 lat i nie mam ani dziewczyny ani planu na życie ... tylko czy to świadczy o tym że jestem gorszym człowiekiem ? a może kocham Cię mniej czy też nie zasługuje na bycie Twoim synem? Uważam wręcz, że gdybym był heterykiem nie mielibyśmy w przeszłych latach tak wspaniałego kontaktu ... Jestem tchórzem bo nie umiem Ci tego powiedzieć w cztery oczy aczkolwiek nie wiem czy kiedyś się odważę.... Każda nasza głębsza rozmowa tak jak dziś kończy się tym samym ... Nie wiem czy ja dam rade dłużej tak żyć ... Przez to wszystko mam już naprawdę dosyć swojego życia!
niedziela, 14 marca 2010
dziewięć miesięcy
Dziewięć miesięcy... tak tyle nie byłem na tym blogu. Świadczy to o mojej konsekwencji i bałaganie życiowym którym mi towarzyszy. Przez te 9 miesięcy zdarzyło się bardzo dużo i patrząc na siebie nie jednokrotnie siebie nie poznaje. Kryształ którym kiedyś starałem się otaczać pękł na małe kawałki ... na tak małe, że nie da się już nic poskładać w jedną kupę i nic już nie jest takie samo jak kiedyś ... ale to było chyba nieuniknione ....
W rozpędzie życiowym poznałem wiele osób. Chęć poznania i poczucia bliskości drugiego człowieka jest wielka, że popełniłem błędy o których nawet kiedyś bym nie pomyślał ... czy żałuje? najgorsze jest chyba to, że niczego nie żałuję. Wiem tylko, że teraz chęć ta jest jeszcze większa ... tylko gdzie jest ten na którego czekam już tyle lat ....?
W domu coraz gorzej, czuję się tu jak w klatce jakiejś. Nie mogę się podgadać coraz bardziej z bliskimi ... każda rozmowa i tak sprowadza się do jednego ... kiedy przyprowadzę do domu dziewczynę ... doprowadziło to do tego, że bardzo rzadko tu wracam - raczej z przymusu i poczucia obowiązku niż chęci.
Praca - tak jak dotychczas tylko ona przynosi mi ukojenie, tylko tam się spełniam i tylko tam mnie doceniają ... tylko jak długo jeszcze?
W rozpędzie życiowym poznałem wiele osób. Chęć poznania i poczucia bliskości drugiego człowieka jest wielka, że popełniłem błędy o których nawet kiedyś bym nie pomyślał ... czy żałuje? najgorsze jest chyba to, że niczego nie żałuję. Wiem tylko, że teraz chęć ta jest jeszcze większa ... tylko gdzie jest ten na którego czekam już tyle lat ....?
W domu coraz gorzej, czuję się tu jak w klatce jakiejś. Nie mogę się podgadać coraz bardziej z bliskimi ... każda rozmowa i tak sprowadza się do jednego ... kiedy przyprowadzę do domu dziewczynę ... doprowadziło to do tego, że bardzo rzadko tu wracam - raczej z przymusu i poczucia obowiązku niż chęci.
Praca - tak jak dotychczas tylko ona przynosi mi ukojenie, tylko tam się spełniam i tylko tam mnie doceniają ... tylko jak długo jeszcze?
sobota, 13 czerwca 2009
życie się toczy ...
No i nie byłem tu już pół roku. Jak ten czas leci to nawet nie jesteśmy w stanie sobie to wyobrazić.... Tak dużo emocji i sytuacji się nakłębiło w moim życiu, iż nawet nie byłbym w stanie tego wszystkiego opisać...
Zmieniłem od stycznia adres zamieszkania i wyprowadziłem się z domu do Krakowa. Niby prosta decyzja dla każdego która mi przyswoiła wiele trudności a w zasadzie dała dużą siłę. Stałem się innym człowiekiem. Tak naprawdę dużo silniejszym ale chyba jeszcze bardziej zagubionym. Świat i marzenia jakimi żyłem do tej pory zetknęły się z brutalną rzeczywistością. Kiedyś wierzyłem w miłość, szczęście teraz już coraz mniej... życie chyba jeszcze bardziej mnie przeraża. Relacje z rodziną i matką od mojej wyprowadzki są coraz niestety gorsze. Coraz częściej słyszę uwagi na temat swojego życia, wszyscy mówią o żonie, dzieciach ... a przecież ja nie mogę w ten sposób żyć... Doszło do tego że coraz rzadziej ze sobą rozmawiamy, a każda i tak zmierza do jednego ... przykre ... stałem się więźniem we własnym domu. Przez cały tydzień pracy myślę o weekendzie - jak już jest chcę do pracy ... ot cała paranoja.
Michał - w ostatnim poście go pożegnałem i skupiłem uwagę na nim ale życie chciało inaczej... Fizycznie chciałem to zrobić i nawet zrobiłem - żegnając go na bulwarach w minus dwudziestostopniowym mrozie - ale on na to wtedy nie pozwolił - twierdząc, że chce mieć ze mną kontakt. I w sumie to jedyna faja sprawa ostatnich miesięcy. Znajomość ta przerodziła się w owocną przyjaźń. Zawsze chciałem mieć kogoś takiego i nawet myślałem że takowym jest Bartek - niestety nie był i co dziwniejsze teraz dopiero czuję że chyba też nigdy nie chciał nim być. Spotykam się z nim nadal raz na czas - a czy to wszystko przetrzyma czas pokaże. Teraz mam do kogo się zwrócić z każdą sprawą, problemem, mam w nim oparcie za co mu dziękuję. Z drugiej strony już tak wiele razy przejechałem się na ludziach, iż trudno mi też cokolwiek deklarować. Dochodzę nawet do wniosku że ludzie mnie znają tylko wtedy, gdy czegoś ode mnie chcą.
Praca, praca, praca ... ostatnio bardzo ja polubiłem i sprawia mi wiele satysfakcji zwłaszcza że jestem w tym cholernie dobry :P Jak sobie uporządkuje wszystko - to wychodzi na to, iż tylko ta sfera zawsze mi wychodziła. Najlepiej zdana matura w klasie, stypendium naukowe i nagroda za średnią na studiach, obrona na 6.0, sukcesy w poprzedniej pracy i nawet tu jest ok .... druga sfera życia beznadzieja. Dlaczego Bóg nie podzielił tego po równo ...
niedziela, 11 stycznia 2009
Nowy Rok - koniec etapu !
Dawno tutaj nie zaglądałem gdyż moje życie nagle przybrało innych barw - i to były same odcienie radości i szczęścia ... Tak gdzieś miesiąc temu rozpaczałem że tracę Bartka a miedzyczasie pojawił się w moim życiu ktoś zupełnie nowy ... wyjątkowy... ktoś kto przewrócił moje życie o 180 stopni. Spotkania z nim i rozmowy były jak sen ... przystojny ... inteligentny ... mądry ... Całe życie marzyłem żeby kogoś takiego wspaniałego spotkać i obdarzyć go największym uczuciem jakie tylko może być wyśnione ... No i stało się ... zakochałem się w tym człowieku! Życie ma jednak to do siebie że przyjemne rzeczy szybko się kończą. Bajka prysła - został smutek, żal i tęsknota. Nie będę opisywał szczegółów znajomości ale chyba przepleciona była również kłamstewkami - a to mnie najbardziej boli. Jutro będę się z nim widział ... może po raz ostatni. Mam nadzieje że zdołam mu powiedzieć to co czuję a mianowicie ... Michale życzę Ci abyś odnalazł szczęście i miłość przy boku M. Aby sytuacja która miała miejsce nie tak dawno nigdy się nie powtórzyła. Jesteś najwspanialszym człowiekiem jakiego znam i znałem do tej pory. Myślę że M również to tak czuje. Mam nadzieje że skończysz edukacje na poziomie który planujesz i w przyszłości usłyszę gdzieś o Tobie :) I nie zmieniaj się - bądź tym chłopakiem z wielkim serduchem jakiego ja poznałem - a Bóg napewno da Ci wszystko o czym marzysz. Jesteś wielki ... i nie zmieniaj tego !!! Pamiętaj mnie proszę takim jakim byłem w chwilach szczęścia i radości - sam koniec porzuć gdzieś w pamięci bo nie był za fajny. Dziękuję za najwspanialszy okres jaki do tej pory miałem w życiu dzięki Tobie. Dziękuję za troskę, opiekę, dobre słowo i wiele innych rzeczy ... Dziękuję Ci za to jakim człowiekiem mnie uczyniłeś, bo przy Tobie stałem się inny, odważniejszy i z optymizmem patrzącym w przyszłość człowiekiem. Wiem, że zrobiłem wiele głupstw, wynikających z uczucia jakie żywię do Ciebie - za to przepraszam.
W moim sercu pozostaniesz na zawsze .....
W moim sercu pozostaniesz na zawsze .....
niedziela, 7 grudnia 2008
Historia zakończona
I jak zwykle minęło trochę czasu i nic nie pisałem. Trochę się wydarzyło i w toku owych zdarzeń nie miałem czasu (siły) by pozbierać myśli i coś napisać. Sytuacja z Bartkiem wyjaśniła się chyba na dobre. Szkoda tylko że nie po mojej myśli... Wszystko zaczęło się psuć już dawno temu - teraz była kulminacja. Skończyłem 25 lat (już stara dupa ze mnie :P)... żadnych życzeń, zero reakcji. Potem były tylko sms-y z pogardą w tonie i wreszcie spotkaliśmy się. 20 minut - bo tylko tyle mógł mi poświęcić bo szedł na zajęcia. Powiedział od razu - u mnie dużo się zmieniło - "od dziś mam faceta w moim wieku". Poza tym powiedział jak to on nie traktuje mnie tak jak ja jego. Że tak naprawdę mnie nie zna (rok intensywnej znajomości) i takie tam .... Strasznie mi przykro że tak mnie potraktował. Jedno jest pewne - może i dobrze, że teraz bo nie straciłem na niego kolejnego roku. Nie będę wchodził w szczegóły ani tej znajomości ani jego końca - w każdym razie mam nadzieje że teraz będzie szczęśliwy ...
Między tymi żalami poznałem kolejną osobę. Nie będę tu opowiadał bo jest na to za wcześnie ale dzięki jemu czuję się teraz dobrze. Powoli zabliźnia się rana po Bartku a i na świat patrzę inaczej. Co z tego będzie - pewnie tylko sam Pan Bóg wie :)
Chyba potrzebny jest mi wypoczynek i mała ucieczka od szarego życia ... muszę wszystko przemyśleć i pozbierać na nowo. Dość już mam smutku i płaczu ... tylko ile wytrwam :) Hmm ...
Między tymi żalami poznałem kolejną osobę. Nie będę tu opowiadał bo jest na to za wcześnie ale dzięki jemu czuję się teraz dobrze. Powoli zabliźnia się rana po Bartku a i na świat patrzę inaczej. Co z tego będzie - pewnie tylko sam Pan Bóg wie :)
Chyba potrzebny jest mi wypoczynek i mała ucieczka od szarego życia ... muszę wszystko przemyśleć i pozbierać na nowo. Dość już mam smutku i płaczu ... tylko ile wytrwam :) Hmm ...
niedziela, 16 listopada 2008
Kac
Hmm i znów weekend. Już tradycją stało się że piszę w niedzielne południe. Od piątku balowałem z moimi znajomymi bo już za tydzień stuknie mi ćwierć wieku. No i mam kaca. I na tym zleci mi niedziela. Tyle już lat przeżyłem a życie jakoś mi się nie układa ... to prywatne. Dobrze że w zawodowym póki co jest ok ... Bartek się oddalił - już nie mam z kim o tym wszystkim pogadać. Już nie wiem co mam robić żeby go nie stracić. Chyba bezczynność mi pozostaje i dystans do tego wszystkiego. W końcu na silę nie można się z kimś przyjaźnić. Znalazłem w internecie piosenkę, która od razu wpada w uch i zostaje w nim. Dla posłuchania :P
Subskrybuj:
Posty (Atom)

